Jak wiadomo, każdy terapeuta, który uważa się za profesjonalistę
powinien podlegać superwizji i co jakiś czas terapii własnej. Tak jest
przyjęte wśród terapeutów zrzeszonych w różnych związkach, które
dysponują superwizorami, czyli osobami w hierarchii postawionymi o
szczebel wyżej, które pomagają w rozwiązywaniu trudności napotkanych w
pracy terapeuty.
Ponieważ nie jestem zrzeszona, a pracuję metodami wykraczającymi poza te, które proponują polskie zrzeszenia terapeutów pracujących metodami opartymi scricte na psychologii, korzystam czasem z superwizji moich dwóch doświadczonych przyjaciółek. Jedna z nich jest pedagogiem i socjoterapeutą, a druga psychologiem i facilitatorem Access. Obie posiadają certyfikaty, a przede wszystkim duże doświadczenie. W ostatnim czasie zwracałam się o pomoc do obu i po otrzymaniu informacji zwrotnej, zgodnie uznałyśmy, że sprawa w zasadzie jest nie do rozwiązania, ponieważ "klient" jest manipulujący (w Access Consciousness nazywa się go "patrol oszustów), który za każdym razem "odwraca kota ogonem", atakując z każdej strony, tak, by udowodnić... Zatem praca w tym momencie stała się bezsensowna, natomiast wyczerpała moją dobrą wolę i energię do cna...Czułam się już tak źle, że po konsultacji z w/w przyjaciółkami i lekarzem zgodnie podjęłyśmy krok "odcięcia się" i podjęcia terapii własnej.
Ponieważ nie jestem zrzeszona, a pracuję metodami wykraczającymi poza te, które proponują polskie zrzeszenia terapeutów pracujących metodami opartymi scricte na psychologii, korzystam czasem z superwizji moich dwóch doświadczonych przyjaciółek. Jedna z nich jest pedagogiem i socjoterapeutą, a druga psychologiem i facilitatorem Access. Obie posiadają certyfikaty, a przede wszystkim duże doświadczenie. W ostatnim czasie zwracałam się o pomoc do obu i po otrzymaniu informacji zwrotnej, zgodnie uznałyśmy, że sprawa w zasadzie jest nie do rozwiązania, ponieważ "klient" jest manipulujący (w Access Consciousness nazywa się go "patrol oszustów), który za każdym razem "odwraca kota ogonem", atakując z każdej strony, tak, by udowodnić... Zatem praca w tym momencie stała się bezsensowna, natomiast wyczerpała moją dobrą wolę i energię do cna...Czułam się już tak źle, że po konsultacji z w/w przyjaciółkami i lekarzem zgodnie podjęłyśmy krok "odcięcia się" i podjęcia terapii własnej.
Terapia własna - dla mnie bardzo dobry higienicznie czas. Czas,
w którym mogę się zdystansować do wielu rzeczy.. O przyczynach nie będę tu
pisać, bo nawet nie warto, a i szkoda czasu na rozpamiętywanie. Wiem
jedno - w niektórych sprawach muszę zmienić podejście do
klienta-manipulatora.
Teraz co nieco o mojej terapii własnej. Mam tak, że nie wstydzę się pracy
nad sobą. Nie wpadam w pychę, wierząc, że "pozjadałam wszystkie rozumy" i
to teraz ja jestem wielka terapeutka. Jestem przede wszystkim
człowiekiem, a więc, także ulegam wpływom różnych ludzi - także
toksycznych.
Ktoś, kto osądza, że z terapii korzystają "ludzie niespełna rozumu,
niezrównoważeni, itd." ma marne pojęcie na ten temat . Jestem przekonana, że takie myślenie mają
ludzie, którzy sami przed sobą chcą "coś" ukryć, a co mogłoby ich
zdemaskować. To ludzie, którzy przede wszystkim chcą zmienić i tym samym
dostosować świat do swoich potrzeb, a nie zmieniać siebie. Niestety, to się nie udaje.
Zatem podjęłam wyzwanie, by wzmocnić siebie. Po rozmyślaniach doszłam do
wniosku, że arteterapia byłaby tu najwłaściwsza. Zobaczyć piękno
własnego wytworu będzie dawką wspaniałej energii. I tak poczyniłam już
pierwsze kroki: zakupiłam szlifierkę (chociaż jedną już mam), papiery
ścierne, pędzle, farby kredowe do mebli, woski, lakier, klej do
decoupage. Wybrałam się też do Leroy Merlin po próbniki tapet, ponieważ
będę oklejać niektóre fronty szafek., tam gdzie ząb czasu mocno naruszył
fornir, a nie chcę póki co zajmować się renowacją na poziomie znawców
tematu, lecz przeprowadzać małe metamorfozy, bawić się malowaniem, co
sprawia mi dużą frajdę. Pani, która odcinała mi kawałki tapet wykazała
się nieograniczoną cierpliwością i uprzejmością, bowiem trudno było mi
się zdecydować na wybór - większość tapet w jakiś sposób mi się
podobała.
Obejrzałam już mnóstwo filmików instruktażowych, zasububskrybowałam kilka fajnych blogów na ten temat, a teraz jazda...
Po obejrzeniu niezliczonej liczby przykładów metamorfoz mebli innych
rzeczy (remonty schodów, pomieszczeń, itd.) mam totalny mętlik w morzu
potrzeb mojego domu. Tak więc, na już, do zrobienia jest boazeria,
zamknięcie schodów (są ażurowe, a za nimi schody do gabinetu, co tworzy
nieład w przestrzeni), malowanie na poddaszu, uporządkowanie garażu
(może sama położę na ścianie płytki z odzysku i zrobię stół z desek i
kantówek do wszelkich prac warsztatowych) no i meble...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz