niedziela, 25 czerwca 2017

Powitanie...

No i jestem!
Od dwóch miesięcy zanosiłam się z zamiarem założenia stronki, może bloga, gdzie mogłabym umieszczać moje mebelkowe projekty. Są to póki co projekty w ramach, jak ja to nazywam mojej terapii własnej, a że talent mam, to poszłam w kierunku bardziej wyżywania się artystycznego niż leżenia na kozetce u psychoterapeuty i opowiadania o swoim nieszczęściu. Co to, to nie! Wracam do żywych poprzez działanie - tylko wtedy nie myślę w kółko o problemie, a rozwiązania przychodzą same.

Oczywiście nie wykluczam i takiej formy przyszłych projektów. Jestem tak wszechstronna, ze wszystko jest przede mną.
Moja arterapia pojawiła się na skutek dużego zawirowania w moim życiu, na niwie zawodowej, a zdarzenia niespodziewanie pojawiające się przerosły mnie do tego stopnia, że najkorzystniejsze było wycofanie się z pola walki i zajęcie własnym zdrowiem psychicznym. To w życiu jest jednak najważniejsze!
I wiecie, nie ma przypadków - zaczęły się pojawiać materiały pokazujące metamorfozy starych mebli. Nie był to temat zupełnie mi obcy, bo meble malowałam już nie raz. Różnica była jednak w rodzaju farb. Byłam ich bardzo ciekawa.
Na początku nie obyło się bez błędów. Nie wiedziałam, jakie wybierać meble. Chodzi tu o ich stan techniczny. Tu miałam wiele do nauczenia się. Trudności pojawiły się także przy ocenie materiału, z którego były wykonane mebelki. Farby kredowe nie okazały się łatwiejsze od wcześniej używanych akrylowych. No i jeszcze brak wielu podstawowych narzędzi. Trzeba było solidnie uzupełnić warsztat, cokolwiek się pod tym kryje!
Trochę na temat moich początków napisałam na blogu "Motylem jestem". Powoli zacznę materiały te przenosić tutaj, żeby były w jednym miejscu.
Dzisiaj mogę pochwalić się kilkoma ukończonymi projektami. A oto one:
1. Komoda w salonie przed i po metamorfozie
2. Komoda bieliźniarka. Niestety zgapiłam się i nie zrobiłam zdjęcia przed zmianą. Tu wersje kolorystyczne się zmieniały.



 3. Cudna komódka "ludwikowska"

4. I największa moja duma - stara 80-letnia szafka nocna mojej babci. Jedyny ocalały po niej mebel. Po metamorfozie otrzymał ją mój tata w prezencie na Dzień Taty.
Przede mną kolejne wyzwania... Stara szafa, piękna, ale bardzo zniszczona. Aż strach się za nią zabrać! Czeka też stoliczek, który chyba był w Niemczech taśmową produkcją, bo już kilka takich spotkałam w komisach. Postanowiłam jednak odświeżyć go tak, by stał się niepowtarzalny...

A jeśli macie u siebie stare, niepotrzebne meble, które tylko zajmują miejsce,  i chcielibyście się ich pozbyć - to jestem zainteresowana. Jeśli zaś macie mebelek, do którego macie sentyment, ale nie macie na niego pomysłu - to chętnie zajmę się jego metamorfozą.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz