czwartek, 29 czerwca 2017

Cacko i praktyczność...

Właściwie jest już dawno skończone. Tak na prawdę ukończyłam 3 projekty w ciągu dwóch miesięcy,  No, może 2, bo dzisiaj skończę trzeci, który choć najmniejszy, to wymagał najwięcej czasu i pracy. Ze starymi meblami jest tak, że niczego nie przyspieszysz. Całkiem, jak na budowie - wszystko ma tu swoją kolej...
Nie pisałam tego postu wcześniej, bo uczyłam się robić pokaz slajdów w formie krótkiego filmiku, ale program, który mam na komputerze jest w najnowszej wersji, a wszystkie tutoriale natomiast dotyczą wersji starszej, więc, zwyczajnie utknęłam. Czekam teraz na czas wolny mojej bardzo dużo młodszej koleżanki, która w programach multimedialnych jest bardziej rozgarnięta - wezmę u niej korepetycje :)
Dzisiaj pochwalę się dwoma komodami. Jedną nazywam cackiem i choć na początku była przeznaczona do sprzedaży, to jednak tak bardzo ujęła moje serce, ze postanowiłam ją zostawić dla siebie. Oto ona...



W sumie urzekł mnie jej pierwotny wygląd, ale w moim zamyśle jest nadawanie starym meblom lekkości, więc, blat odświeżyłam, a resztę przemalowałam farbami kredowymi, a wnętrza szuflad, jakimiś resztkami białej farby akrylowej. Pracy przy niej było dużo, no i oczywiście zaliczyłam kilka błędów. To oprócz sentymentu drugi powód dla którego komoda nie może iść do klienta. Była to faza mojej intensywnej nauki - obejrzałam dziesiątki tutoriali na temat odnawiania mebli i jak zauważyłam przechodzę teraz fazę poznawania "stolarki", co mnie mocno ciekawi.
W każdym razie, za cokolwiek bym się nie wzięła, to z rozczarowaniem odkrywałam, ze brakuje mi narzędzi. Zatem sporo czasu zajęło mi wyruszanie po kolejne, zdawać by się mogło niekończące się zakupy. W niektórych sklepach stałam się stałą klientką!

A oto mój drugi projekt. O ile z pierwszym nie miałam problemu z tym, jaki ma być efekt końcowy, do w przypadku drugiego projektu koncepcje zmieniały się wraz z prowadzonymi pracami. Tu trafiłam na pierwszą trudność A mianowicie renowacja forniru. Ponieważ Handlarz, od którego kupiłam komodę raczej nie ma pojęcia w jakich warunkach należy przechowywać meble, toteż komoda naciągnęła wilgoci, więc, fornir niestety miejscami uległ dużym zniszczeniom. I tu nie obyło się bez błędów. Ale cóż, człowiek uczy się właśnie na błędach, które potem musiałam jakoś zakryć.
Ta komoda od początku miała być dla mnie. Chodziło mi o taką z dużymi, głębokimi szufladami, bo moja "nowsza" jest tylko ładna, natomiast mija się z funkcjonalnością.
Przedstawię pierwszy i drugi efekt pracy. Niestety, zgapiłam się i nie wykonałam zdjęcia całej komody przed metamorfozą, a tylko korpus i szuflady osobno.
Oto ona...

 A o to wersja kolorów ostateczna...w szarości. Tamten kontrast był za duży, choć jeśli ktoś tak lubi, to czemu nie? Komoda czeka jeszcze na drobne wykończenia, ale w zasadzie jest gotowa do użytku.


A tak naprawdę intencja mojego dzisiejszego wpisu była inna, a mianowicie "Jak rodzice tłamszą u swoich dzieci możliwości/ talenty i przede wszystkim chęci". Zostawiam to na kolejny wpis.
Zamierzam też założeć bloga o przemianach czyli metamorfozach mebli.
Do usłyszenia w kolejnym wpisie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz